poniedziałek, 1 września 2014

Sezonowego freestyle'u ciąg dalszy

       Podążając tropem letnich, łatwo strawnych produktów skłoniłem się ku warzywu popularnemu w Polsce niczym ziemniak, czy pietruszka - mowa tu o marchwi. Jako dziecko nie cierpiałem surowych marchewek rozdawanych w przedszkolu do schrupania niczym chipsy, w związku z czym zawsze wracałem do domu z warzywem schowanym w kieszeni spodni. Miałem wtedy długie zęby na zdrowe rzeczy, ale też na wiele innych produktów. Z czasem to się zmieniło i surowa marchew zadomowiła się w niektórych moich daniach, szczególnie w wersji sałatkowej, tym razem poszatkowanej w kostkę i oblanej sosem balsamicznym.
Sałatka, o której mowa jest przykładem surowizny przyrządzonej z pomysłem, przy zachowaniu wszystkich cennych składników odżywczych. Może to być smaczny detoks, którego potrzeba wielu osobom ciężko pracującym latem, zaś dla urlopowiczów zdrowa odskocznia od "kebabowej" rzeczywistości.




Tak więc należy zaopatrzyć się w pęczek świeżej, młodej marchewki (w moim przypadku dostałem taką w trzech kolorach, co ożywiło nieco sałatkę), równie świeży pęczek kolendry, którą można napotkać coraz częściej na targowiskach warzywnych, a także dymkę i prażone orzeszki ziemne. Prawda, że niewiele? Warzywa szatkuję drobno jak na poniższym zdjęciu i do zrobienia pozostaje już tylko winegret.

Ugniatam ząbek czosnku z solą, następnie dodaję olej rzepakowy (najlepiej tłoczony na zimno - do tej sałatki pasuje mi on bardziej niż oliwa), pieprz i zalewam kilkoma łyżkami octu balsamicznego. Na koniec spryskuję sokiem z cytryny i sprawdzam, czy sos jest wystarczająco kwaskowaty. Mieszam, czekam chwilę, aby się przegryzł po czym wlewam do sałatki.

Tak przyrządzone danie jest chrupiącą i wciągającą przekąską, w której szczególnie przypadł mi do gustu subtelny, odświeżający smak kolendry przebijający się przez nieco czosnkowy sos balsamiczny.




       A teraz czas na coś równie lekkiego, odpowiedniego na późne śniadanie, wczesną kolację, lunch, brunch, czy po prostu na upalne dni, których w te wakacje nie brakowało. Do tej przystawki wyglądającej na poniższym zdjęciu jak coś w rodzaju rybnego carpaccio użyłem wędzonej ryby (tu akurat sielawy, ale proponuję też makrelę, pstrąga czy łososia), ugotowanych na twardo jajek, świeżego ogórka, dymki i groszku (co prawda konserwowego, ale równie dobry w smaku może być podgotowany, mrożony groszek).

Wszystko posypałem solą, świeżo młotkowanym pieprzem, oraz sosem jogurtowo-koperkowym, który jest banalnie prosty i przyrządzam go w pierwszej kolejności mieszając jogurt naturalny i poszatkowany koperek, dodając 2 łyżki soku z cytryny, sól, oraz pieprz (warto też użyć nieco tartego jabłka dla osłody) i odstawiam aby się przegryzł.

Jak zwykle przy tak prostych daniach najważniejsze są dobrej jakości składniki - szczególnie ryba, która jest główną bohaterką tego zestawu i zaserwowana w odpowiedniej oprawie przy lampce białego wina będzie elegancką i nie wymagającą wiele wysiłku przekąską.





Brak komentarzy: