Pozostając przy temacie dietetyki przedstawię kolejne dania, które można jeść w trakcie zmagań z problemami gastrycznymi.
Jak wiadomo spożywając ciężkie, kaloryczne posiłki w warunkach, które nie wymagają przyjmowania aż tak wysoko energetycznych dań, doprowadzamy wcześniej, czy później do problemów z żołądkiem,
jelitami i wątrobą. Na domiar złego jedząc w ten sposób i trwając przez dłuższą część dnia w pozycji siedzącej utrudniamy przepływ ciężkich, dużych porcji posiłków przez jelita, co sprawia, że układ pokarmowy staje się
zagazowany, a jedzenie nie tylko zalega zbyt długo w przewodzie pokarmowym, ale też rozwijają się tendencje do jego cofania co skutkuje różnego rodzaju nadżerkami żołądka, dwunastnicy i przełyku. Wspomnę jeszcze o wątrobie, która nie nadążając z
oczyszczaniem krwi z toksyn zaczyna nabrzmiewać, powodując ucisk na inne
organy i wytwarzając jednocześnie ogromne ilości żółci, aby strawić
ciężkie mięsiwa, którymi raczymy się zbyt często. Mamy tym samym standardowy zestaw reakcji organizmu na przejedzenie.
Warto więc zainwestować trochę czasu w przygotowanie sobie zdrowego posiłku i zjedzenie śniadania, obiadu, czy kolacji w spokoju, bez pośpiechu, zanim powyższe objawy zaczną nękać organizm. Zaoszczędzoną na łatwostrawnych daniach energię zawsze można spożytkować na odrobinę ruchu.
Zaczynając od śniadania dobrą opcją na rozpoczęcie dnia jest ugotowanie sobie płatków ryżowych, których przygotowanie przebiega w ekspresowym tempie. Osobiście robię to na różne sposoby, w zależności od tego na co mam aktualnie ochotę i w jakim stanie jest mój żołądek. Kiedy jestem w formie gotuję płatki na chudym mleku, natomiast kiedy coś doskwiera używam albo mleka sojowego (co jest dobrą alternatywą dla osób nietolerujących laktozy), albo gotuję je na wodzie dodając pod koniec kilka łyżek mleka w proszku i energicznie mieszając. Dzięki temu jestem w stanie kontrolować ilość mleka tak, aby sobie nie zaszkodzić.
Sam proces gotowania przebiega w ciągu 2 minut. Oczywiście najpierw podgrzewam w garnku płyn, a następnie wrzucam płatki. Kiedy są już zrobione zazwyczaj osładzam je wyłącznie jakimś delikatnym miodem np. akacjowym, lipowym, czy takim rarytasem jak miód nawłociowy, a przy szczególnych okazjach najbardziej aromatycznym z nich - wrzosowym. Miodu nigdy nie gotuję żeby się nie scukrzył i nie stracił swoich właściwości (w tym miejscu zaznaczę jeszcze, że osobom przeżywającym zaostrzone stany chorobowe odradzam miód, który w zbyt dużych ilościach podrażnia jelita).
W zasadzie to mi wystarczy, bo lubię zupę mleczną właśnie w takiej postaci, ale można dodać do niej jeszcze np. pokruszone biszkopty tak jak na zdjęciu, cynamon, rodzynki, owoce itp. Niektórym może się też spodobać kombinacja z tłoczonym na zimno olejem dyniowym, arachidowym, czy sezamowym, co też czasem robię.
Kiedy jestem głodny i wyczerpany
zjadł bym cokolwiek i często łapię się na tym, że wybieram zwykłą kanapkę z serem, czy wędliną nie mając czasu na skonsumowanie czegoś wartościowszego, co naprawdę odżywi mój organizm. Później nadchodzi chwila refleksji i postanawiam następnym razem zamienić "cokolwiek" na zdrowy
posiłek, który doda mi energii i jednocześnie płynnie prześlizgnie się przez żołądek i jelita. Kładę nacisk na zjedzenie czegoś ciepłego, niezbyt obfitego, z dużą ilością ziół chroniących przed wzdęciem.
Jednym z takich dań jest potrawka z kurczaka, którą przyrządzam tak:.
Przede wszystkim oddzielnie gotuję kurczaka i warzywa. Jako mięso używam tutaj piersi kurczaka, bo jest najchudszą jego częścią, ale kiedy czuję się lepiej wybieram pałki drobiowe, które są bardziej aromatyczne. Wodę do której wrzucam pierś solę, aby mięso było soczyste. W oddzielnym garnku gotuję warzywa, czyli tak na oko 3 marchwie, 1 pietruszkę, ćwiartkę selera oraz dodaję liść laurowy i ziele angielskie. Do gotujących się warzyw zanurzam przy okazji torebkę ryżu, aby przeszedł aromatem włoszczyzny i żeby przyspieszyć proces przygotowywania potrawy.
Kiedy mięso, warzywa i ryż są już gotowe, odlewam wodę, lecz pozostawiam sobie wywar warzywny, który będzie mi jeszcze potrzebny. Pierś szarpię na małe kawałki, warzywa kroję w kostkę, a ryż wysypuję z torebki i wszystko ponownie wrzucam do jednego garnka. Zalewam to szklanką wywaru warzywnego, dodaję tarty majeranek, lubczyk, trochę soli i wszystko duszę jeszcze kilka minut, zaś na koniec posypuję pieprzem do smaku.
Po dłuższym gotowaniu rozdrobnione mięso rozpada się, a warzywa są bardzo miękkie, co ułatwia proces trawienia pokarmu. Dajemy tym samym szansę wszystkim nadwyrężonym organom na zregenerowanie się, a także poprawę procesu wchłaniania składników odżywczych w jelicie.
Dodam tylko, że powyższe potrawy może nie wyglądają efektownie, ale są przede wszystkim domowe, ciepłe i łagodne dla żołądka, czyli mają wszystko to, czego potrzebuje organizm w trakcie rekonwalescencji.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz