Jednym z najbardziej wyróżniających się na wszystkich targach owoców o tej porze roku jest niewątpliwie dynia, zarówno ze względu na swój rozmiar jak i pomarańczowo-ognistą barwę. Nie ma owocu lub warzywa, które bardziej kojarzy mi się z jesienią. Dynia jest niesamowicie uniwersalna i można z niej stworzyć wiele majstersztyków kulinarnych, począwszy od zup kremów, a kończąc na wypiekach. Ja natomiast przyrządzając ją decyduję się na proste potrawy, w których będzie ona najbardziej wyrazistym składnikiem na talerzu i bohaterką dania. Moją ideą było ugotowanie pożywnego, rozgrzewającego, dwuczęściowego obiadu, a ponadto chciałem, aby dynia w tych dwóch odsłonach smakowała trochę inaczej.
Przechodząc do meritum, zrobiłem dwie proste rzeczy za jednym zamachem: zupę krem i dyniowe puree.
Zacząłem od obrania połowy średniej dyni z twardej skóry i pokrojenia w grubą kostkę. Zalałem ją w garnku wodą do poziomu wykraczającego niewiele ponad powierzchnię miąższu i dodałem 2 całe, nieco zmiażdżone ząbki czosnku. Gotowałem do momentu, aż miąższ rozpadnie się, a zupa lekko zagęści. Następnie odlałem z tego dwie chochle miąższu wlewając je do mniejszego garnka - ta część była przeznaczona na puree.
Teraz przyszła kolej na doprawienie zupy. Do gotującego się na małym ogniu dyniowego wywaru dodałem 1 starte jabłko, przesmażoną na oleju, pokrojoną w kostkę cebulę i 2 zmiażdżone ząbki czosnku, po czym dalej gotowałem, aż płyn nieco zgęstniał. Wrzuciłem jeszcze 3 ugotowane na twardo żółtka i wszystko zblendowałem na gładki krem. Jeśli zupa będzie za rzadka można ją dalej gotować na małym ogniu przez kilka minut, aby odparować płyn, aż całość uzyska konsystencję kremu, a esencja smaku skumuluje się w tak zredukowanym wywarze. Wolę zdecydowanie takie sposoby, niż dodawanie mąki.
Na koniec odpowiednio przyprawiam - np. ścieram odrobinę gałki muszkatołowej (przy czym lepiej dodawać ją stopniowo, żeby zbytnio nie zmieniła smaku zupy), solę oraz pieprzę. Lubię, gdy ciepła zupa dyniowa jest rozgrzewająca i pikantna, więc pieprzu dodaję sporo, ale oczywiście wszystko zależy od indywidualnych upodobań.
Przygotowany w ten sposób krem dyniowy podaję na różne sposoby np. dodając na talerzu słodką śmietanę, albo olej dyniowy, który podkręca smak zupy, koperek lub pietruszkę, czy też posypując uprażonymi na suchej patelni pestkami dyni.
W tym miejscu chciałbym wprowadzić jeszcze jedną aktualizację, której nie było w pierwotnym wpisie, a mianowicie sposób na trochę łagodniejszą wersję kremu dyniowego, bo bez pieprzu i cebuli, co szczególnie polecam żołądkowcom.
Pokrojony miąższ dyni zalewam do poziomu kostki i od razu sypię 1 płaską łyżkę soli oraz daję 2 zmiażdżone ząbki czosnku. Zagotowuję, a kiedy już wrze zmniejszam lekko gaz i przecieram do zupy jedno obrane jabłko, dodaję 2 gałązki suszonego tymianku, pół łyżeczki gałki muszkatołowej i trochę masła, które będzie nośnikiem smaku w tej zupie. Po kilkunastu minutach, w trakcie których co jakiś czas mieszam zupę, odstawiam ją z ognia, wyjmuję gałązki tymianku i miksuję na gładki krem blenderem. Tak przygotowana zupa jest delikatna i zachwyca słodkim, dyniowym smakiem.
Tymczasem pora na drugie danie. Część miąższu, którą wcześniej odlałem posłuży mi teraz do przygotowania dyniowego puree. Wlewam ją do małego garnka i gotuję na wolnym ogniu, aby odparować nieco płyn. Jednocześnie dodaję trochę startego jabłka. Następnie, aby jeszcze nieco to wszystko zagęścić posiłkuję się np. kawałkiem ugotowanego ziemniaka lub marchwi - aczkolwiek odkryłem ostatnio, że do dyni świetnie pasuje gotowany batat, czyli słodki ziemniak, który ma nieco podobny do niej smak. Zmiksowałem zatem krem dyniowy z kawałkiem batatu dzięki czemu powstało gładkie puree (tak jak pisałem wcześniej - nie lubię używać mąki do zagęszczania czegokolwiek, więc dla uzyskania odpowiedniej konsystencji dodaję gotowane warzywa). Solę jeszcze odrobinę do smaku, ale tylko po to, aby podkreślić słodycz znajdujących się w puree składników - jak widać przypraw tu niewiele, dzięki czemu dynia zachowuje swój delikatny smak.
Komponuję obiad gotując w osolonej wodzie udko kurczaka (woda musi być słona, aby kurczak nie oddał do niej swoich aromatycznych soków - innymi słowy, aby był soczysty).
Chcąc maksymalnie ułatwić sobie sprawę (gdyż nikt nie lubi głodny czekać na obiad mając w zasięgu ręki jedzenie) zaparzam kuskus - jest to ekspresowa alternatywa dla ziemniaków. Kiedyś oglądałem program dzięki któremu nauczyłem się jak prawidłowo przygotować kuskus, aby był sypki i dobrze smakował - do miseczki z tą żółtą "kaszką" dodaję dużą szczyptę soli, skrapiam sokiem z połowy cytryny oraz polewam tak ok. 2 łyżkami jakiegoś oleju np. słonecznikowego, rzepakowego lub oliwy (ja używam akurat tłoczonych na zimno). Mieszam po czym zalewam wrzątkiem, ale tylko do powierzchni kaszki. Należy pamiętać, że kuskus pęcznieje i podwaja swoją objętość pod wpływem wody, więc nie trzeba go używać zbyt dużo, aby się najeść. Po 5 minutach jest już gotowe. Na koniec mieszam z koperkiem.
Mnie osobiście urzekła harmonia smaków w tym daniu - wspaniale jest móc stworzyć z kilku prostych składników tak delikatny obiad, w którym wszystko jest idealnie do siebie dopasowane - śmiem nawet twierdzić, że upieczony kurczak całkowicie zdominował by i zepsuł łagodny charakter puree, także polecam jednak gotowane mięso, tym bardziej że jest ono odpowiedniejsze dla "żołądkowców" - sam jestem jednym z nich.
Na tym jednak nie koniec niespodzianek, które kryje w sobie dynia - dla zainteresowanych dodam, że warto wykorzystać jej pestki, które zamiast wyrzucać można ususzyć w uchylonym piekarniku nastawionym na temperaturę ok 100 stopni C. Osobiście uważam, że tak przygotowane pestki smakują lepiej, niż te paczkowane. Mają one ponadto właściwości lecznicze - min. pomagają w zwalczaniu pasożytów żerujących w jelitach, a to wszystko dzięki zawartości substancji o nazwie - kukurbitacyna Związek ten o tajemniczo brzmiącej nazwie występuje w dużej ilości w błonie okalającej zarodek chroniąc go przed różnymi drobnoustrojami i robakami - innymi słowy działa na nie toksycznie, a przy tym jest nieszkodliwy dla człowieka. Kuracje ze świeżych pestek dyni polecane są w trakcie walki z pasożytami, które zaatakują nasz organizm, także można raz na jakiś czas przeprowadzić sobie takie oczyszczanie przewodu pokarmowego z niechcianych mieszkańców.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz