wtorek, 28 października 2014

Apetyt na ryby

     Przeglądając swoje dotychczasowe wpisy zdałem sobie sprawę, że nie ma wśród nich żadnego na temat ryb, w związku z czym śpieszę nadrobić zaległości.

Od dłuższego czasu chodził za mną kawałek świeżej, dobrej ryby. Podobno apetyt na nie rośnie wraz z nadchodzącymi mrozami, a informację tą mam z pierwszej ręki, bo od samych dostawców tych wodnych przysmaków. Logika podpowiada mi, że podyktowane jest to zwiększonym zapotrzebowaniem na witaminę D w ciemne, zimowe dni, w związku z czym instynktownie wybieramy produkty będące bogatym źródłem jej występowania - wszak powszechnie wiadomo, że ryby są substytutem słońca.

Kiedy mam mało czasu na gotowanie wybieram filety rybne, które są wygodne w przygotowaniu - wystarczy obtoczyć w mące, usmażyć i obiad gotowy. Tym razem jednak postanowiłem wybrać inną drogę i skusiłem się na całą rybę. Ma to jedną ważną zaletę - a mianowicie to, iż zawsze mamy pewność, czy ryba jest świeża. Wiadomo, każda ryba psuje się od głowy, więc jeżeli okaz którego poszukuję ma czerwone skrzela, szkliste oczy i przede wszystkim nie śmierdzi, to mogę zakładać, że pieniądze, które wydam nie pójdą w błoto i będę mógł raczyć się wybornym smakiem ryby.

Aby nie pozbywać się wszystkich zalegających w jej mięsie nienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3 i omega-6, wybieram pieczenie zamiast smażenia. Mam też zamiar delektować się delikatnością białego mięsa, którego smak zostanie uwydatniony przyprawami wnikającymi weń podczas grzania.
 
Zdeterminowany udaję się zatem na targ w Fortecy Kręglickich gdyż wiem, że znajdę tu produkt najwyższej jakości, prosto od producenta, którym w tym przypadku jest Pan Sandacz. Wybór ryb morskich i przede wszystkich słodkowodnych prosto z mazurskich jezior jest u niego naprawdę duży i w mgnieniu oka zauważam całą gamę gatunków min. szczupaka, sandacza, pstrąga, troć, tuńczyka oraz duży wachlarz ryb wędzonych. Tym razem jednak, moją szczególną uwagę przykuwa jeden, pięknie wyglądający okaz, a mowa tu o linie, obietnicy wspaniałej uczty.

Lin jest rybą o dość tłustym, delikatnym, białym mięsie, nieco podobnym do sandacza. Proces jego obróbki jest dosyć pracochłonny, gdyż upstrzone gęsto na skórze drobne łuski ciężko się skrobie, ale zapewniam, że wysiłek wart jest tego smaku, który proponuje.


Postanawiam przyrządzić go na sposób, który będzie odpowiedni praktycznie dla każdej pieczonej ryby. Używam podstawowych przypraw, wszak wiadomo że ryby najbardziej lubią sól i pieprz i w większości przypadków to im wystarcza, aby rozpływały się w ustach. Dodatkowo, w celu podkreślenia delikatności jaką charakteryzuje się mięso lina używam masła wonnego, jako kolejnej przyprawy w tym zestawieniu.

Konkretnie chodzi mi o masło pietruszkowo-czosnkowe, którego przygotowanie jest bardzo proste: 3/4 kostki masła dwustugramowej rozpuszczam najpierw na bardzo małym ogniu, a następnie dodaję 1 zmiażdżony i drobno pokrojony ząbek czosnku, równie drobno pokrojoną natkę pietruszki oraz szczyptę soli i pieprzu do smaku. Duszę taką miksturę jeszcze przez kilka minut, ale nie za długo, aby czosnek nie zgorzkniał i nie przypalił się psując tym samym smak masła. Gotową masę wlewam do salaterki i wstawiam do lodówki, aby stężała. Takie wonne masło jest świetne nie tylko do ryb, ale też na kanapki.

 
Wypatroszonego i oskrobanego lina nacieram solą i pieprzem, dodając do środka trochę masła pietruszkowego i skrapiając cytryną. W pieczeniu wykorzystuję pokrywkę naczynia żaroodpornego, na którą kładę folię aluminiową, a na nią rybę i zakrywam ją folią od góry - powstanie wtedy luźna kieszonka. Dzięki temu, że ryba ma trochę miejsca, cała woda wyciekająca z niej w trakcie pieczenia nie sprawi, że mięso nam się udusi i będzie smakować jak gotowane.
Tak przygotowaną rybę piekę ok. 40-45 minut w 190 stopniach C, odkrywając z folii na 10 minut przed końcem, aby skórka nieco się zarumieniła. U mnie ten efekt nie jest aż tak wyraźny, gdyż mam piekarnik bez górnego grzania i bez termoobiegu - w elektrycznych kuchenkach jest o wiele łatwiej i szybciej.

Aby zaoszczędzić sobie pracy przy dodatkach, upieczonej rybie akompaniuje soczewica z puszki skropiona oliwą i to nie byle jaką bo prosto z Grecji, a także kawałek sałaty i kilka pomidorów - garnie stanowi wszystko to, co akurat mam pod ręką dla upiększenia talerza. Proponuję też sparzyć pomidory, gdyż tak przygotowane wydzielają słodycz, która dobrze pasuje do delikatnego mięsa ryby.
 

Brak komentarzy: